Ferrari (RACE.IT) właśnie zaprezentowało swój pierwszy w historii w pełni elektryczny samochód — model Luce, zaprojektowany we współpracy z Jonym Ivem, byłym szefem designu Apple. Efekt? Akcje spółki lecą dziś ponad 6% w dół na giełdzie w Mediolanie, a sesja otworzyła się stratą bliską 7%. W ciągu ostatnich 12 miesięcy walor stracił już niemal 27% wartości.

Model Luce pokazany na stronie Ferrari. Źródło: Relacje Inwestorskie Ferrari
Problem jest prosty: Luce wygląda jak coś, czego fani Ferrari wydają się nie chcieć. Na platformie X użytkownicy porównywali samochód za 550 000 euro do Nissana Leaf wycenianego na 30 000 dolarów. Jeden z komentujących napisał, że wygląda jak "Fiat Panda w wersji limuzyna". Inny zapytał, czy można "kupić wnętrze Luce bez karoserii". Kilku użytkowników wzięło się za własne redesigny w ChatGPT i Groku — każdy z nich wychodził niżej, ostrzej, bardziej Ferrari. Nawet chińskie elektryki zbierały w tych zestawieniach lepsze recenzje.
Sam samochód na papierze robi wrażenie. Cztery silniki elektryczne, łącznie ponad 1 000 KM, przyspieszenie 0–100 km/h w 2,5 sekundy, zasięg około 530 km, architektura 880V z możliwością ładowania mocą 350 kW. Wnętrze to z kolei filozofia Jony'ego Ive'a wcielona w metal i szkło, fizyczne przyciski zamiast dotykowych ekranów, koło kierownicy z 19 elementów z odzysku aluminium, wyjątkowy klucz z wyświetlaczem E Ink, który "gasi się" i wtapia w konsolę po wsadzeniu do stacyjki. Jony Ive twierdzi, że dotykowy ekran w samochodzie "nigdy nie przyszedłby mu do głowy" — bo wymaga patrzenia na ręce zamiast na drogę. Branżowi recenzenci przyznają, że wnętrze jest przełomowe. Ale rynek kupuje oczami, nie specyfikacjami.

Inwestorów niepokoi coś głębszego niż sam wygląd. Ferrari jest warte tyle, ile kosztuje bycie Ferrari — czyli marka zbudowana na sportowym DNA, dźwięku silnika i absolutnej bezkompromisowości. Luce to pierwsza pięcioosobowa limuzyna w historii firmy, waży ponad 2 300 kg i celuje w zupełnie nowych klientów — w Skandynawii, Kalifornii, długoterminowo w Chinach. Brzmi jak ekspansja, ale rynek czyta to inaczej: jako ryzyko rozmycia marki, która swoją wycenę premium zawdzięcza właśnie ekskluzywności i nieprzystępności. Kluczowe okaże się właśnie, jak na ten model zareagują klienci z obszarów EMEA oraz Ameryk, którzy łącznie stanowią trzon sprzedarzowy marki. Źródło: Relacje Inwestorskie Ferrari

Na tym tle decyzja Ferrari wygląda tym odważniej, że cały segment idzie w przeciwnym kierunku. Lamborghini porzuciło plany na pełnego elektryka i cofnęło się do hybryd. Porsche obniżyło cele EV po słabym popycie w Chinach i USA. Jaguar już przeżył własny dramat wizerunkowy po elektrycznym rebrandzie. Ferrari idzie pod prąd, ale patrząc na fakt, że już co czwarty samochód sprzedawany na świecie jest samochodem EV (uwzględniając hybrydy), może się to również w przysżłości okazać lukratywną niszą dla marki z Maranello. Źródło: Statista
CEO Benedetto Vigna zapewnia, że Luce to "nowy rozdział w historii firmy" i że każdy silnik "ma swój własny dźwięk." Być może za kilka lat okaże się, że miał rację, a Luce zostanie uznana za przełomową decyzję strategiczną. Ale na razie rynek głosuje nogami, a 52-tygodniowe maksimum przy 519 dolarach wygląda jak wspomnienie z zupełnie innej epoki.
Trend spadkowy na RACE jest nieubłagany. Od szczytu przy 477 EUR latem 2024 roku kurs stracił blisko 40%, a każda próba odbicia od końca ubiegłego roku kończyła się w tym samym miejscu — przy 100-dniowej EMA (fioletowa linia), która od miesięcy działa jak sufit nie do przebicia. Źródło: xStation
Mateusz Czyżkowski
Analityk Rynków Finansowych XTB
Kalendarz makro: Uwaga w pełni na geopolityce? (26.05.2026)
Poranna odprawa: USA dokonuje ataku na Iran – co dalej z negocjacjami? (25.05.2026)
Komentarz giełdowy: Rynek wycenia prędkie udrożnienie Cieśniny Ormuz?
Banki w Polsce zaskoczyły w I kwartale. Co dalej?
Ta publikacja handlowa jest informacyjna i edukacyjna. Nie jest rekomendacją inwestycyjną ani informacją rekomendującą lub sugerującą strategię inwestycyjną. W materiale nie sugerujemy żadnej strategii inwestycyjnej ani nie świadczymy usługi doradztwa inwestycyjnego. Materiał nie uwzględnia indywidualnej sytuacji finansowej, potrzeb i celów inwestycyjnych klienta. Nie jest też ofertą sprzedaży ani subskrypcji. Nie jest zaproszeniem do nabycia, reklamą ani promocją jakichkolwiek instrumentów finansowych. Publikację handlową przygotowaliśmy starannie i obiektywnie. Przedstawiamy stan faktyczny znany autorom w chwili tworzenia dokumentu. Nie umieszczamy w nim żadnych elementów oceniających. Informacje i badania oparte na historycznych danych lub wynikach oraz prognozy nie stanowią pewnego wskaźnika na przyszłość. Nie odpowiadamy za Twoje działania lub zaniechania, zwłaszcza za to, że zdecydujesz się nabyć lub zbyć instrumenty finansowe na podstawie informacji z tej publikacji handlowej. Nie odpowiadamy też za szkody, które mogą wynikać z bezpośredniego czy też pośredniego wykorzystania tych informacji. Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.