Iran i Stany Zjednoczone rozpoczynają kolejną rundę rozmów, prowadzonych za pośrednictwem mediatorów w Genewie. Napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Islamską Republiką systematycznie rosły do poziomów niewidzianych od dawna, odkąd na przełomie grudnia i stycznia w Iranie wybuchły protesty. Iran rozpoczyna negocjacje kolejną eskalacją, zamykając część Cieśniny Ormuz i jako powód podając ćwiczenia wojskowe. W miarę upływu dnia napięcia zostały częściowo złagodzone przez oświadczenia, głównie ze strony irańskiej, sygnalizujące gotowość do kompromisu.
Nie padły jednak żadne zobowiązania, nie podano konkretnych przykładów i nie wyznaczono daty kolejnej rundy negocjacji.
Rynek zinterpretował te komentarze jako zapowiedź rozwiązania potencjalnego konfliktu. Geopolityczna „premia” wygasa:
OIL.WTI (D1)
Źródło: xStation5
W tle pozostaje jednak szereg pytań:
- Co mają osiągnąć negocjacje?
- Czy ryzyko konfliktu jest realne?
- Jeśli tak, jakie mogłyby być konsekwencje dla rynku?
Cele wszystkich zaangażowanych stron są dość jasne i najczęściej wzajemnie sprzeczne.
USA chcą, aby Iran został pozbawiony programu nuklearnego oraz, jeśli to możliwe, by ograniczył swój konwencjonalny arsenał rakiet i dronów.
Iran natomiast chce zachować status quo bez dokonywania realnych ustępstw, licząc na to, że jeśli będzie przeciągał negocjacje wystarczająco długo i składał puste obietnice, jakaś wewnętrzna lub zewnętrzna sytuacja kryzysowa odwróci uwagę USA. Islamska Republika mogłaby wtedy złapać oddech, ustabilizować sytuację w kraju i odbudować część arsenału oraz programu nuklearnego.
Administracja Donalda Trumpa mogła wyciągnąć wnioski z błędów administracji prezydenta Baracka Obamy, odpowiedzialnej za pierwszą „umowę nuklearną”, porozumienie, które Iran z biegiem lat coraz jawniej naruszał. Nowe porozumienie ma być bardziej kompleksowe, a jego zapisy mają podlegać ścisłemu i ciągłemu nadzorowi. Pomimo trudnej sytuacji Iranu i jego chęci deeskalacji przedstawiciele Islamskiej Republiki wyraźnie stwierdzają, że całkowita rezygnacja ze wzbogacania uranu nie wchodzi w grę.
Komentatorzy z wielu środowisk wskazują na deklarowaną przez Donalda Trumpa chęć „zawarcia umowy”, co jest jedną z charakterystycznych cech nowego prezydenta. Jednak politykę, zwłaszcza zagraniczną, należy oceniać po działaniach, a nie słowach. Działania administracji USA wskazują na bezprecedensową koncentrację sił zbrojnych w Zatoce Perskiej. Co znamienne, rozbudowa kontyngentu nie tylko nie ustała, ale nawet nie zwolniła, a każdego dnia do regionu kierowane są dodatkowe zasoby wojskowe.
Niezależnie od tego, jak zła jest wewnętrzna sytuacja Iranu, jego przedstawiciele nie chcą porozumień. Chcą, aby ich strategia oraz programy zbrojeniowe odniosły sukces, bez względu na koszty.
W USA o tym wiedzą, ale Amerykanie „grają w innej lidze”. Dla USA zwycięstwo musi być szybkie, relatywnie „czyste” i całkowite. Najprawdopodobniej USA już zdecydowały się na uderzenie. Obecne negocjacje mają w dużej mierze charakter pokazowy i częściowo służą uśpieniu czujności Iranu oraz pozostałych proxy. USA uderzą, gdy warunki będą idealne; wymaga to jednak znacznych zasobów. Iran jest znacznie poważniejszym przeciwnikiem niż Libia, Irak czy Wenezuela.
Uderzenia na Iran byłyby dla rynku ropy „operacją na otwartym sercu”. Region jest gęsto usiany rurociągami, platformami wydobywczymi i portami. Odpowiada też za ponad 30% globalnych wolumenów ropy i gazu, a przez Cieśninę Ormuz przechodzi ponad 20% światowej ropy oraz podobny wolumen gazu ziemnego.
Nawet krótka, lokalna wymiana ognia mogłaby doprowadzić do znaczącego skoku cen ropy. To, niezależnie od fundamentów, mogłoby przestraszyć rynki finansowe, ponieważ decydenci banków centralnych wciąż są skoncentrowani na dezinflacji.
Obecnie rynek widzi jednak znaczną nadpodaż ropy, choć niektórzy analitycy twierdzą, że jej skala jest zawyżona. Nawet jeśli dojdzie do tymczasowej blokady Cieśniny Ormuz oraz uszkodzeń części regionalnej infrastruktury naftowo-gazowej, nie powinno to zasadniczo zmienić sytuacji makroekonomicznej, a wzrosty cen powinny być krótkotrwałe.
Jeśli jednak, wbrew wszelkim przeciwnościom, udałoby się osiągnąć „deal” lub inne porozumienie, można by oczekiwać znaczącego załamania cen ropy oraz przejściowego spadku cen złota. Bez geopolitycznej „premii za ryzyko” ropa mogłaby wrócić w okolice 55 USD za baryłkę.
Scenariuszem bazowym pozostaje założenie, że negocjacje są bardziej ćwiczeniem retorycznym niż realną próbą osiągnięcia porozumienia. Uderzenie na Iran jest więc raczej kwestią „kiedy”, a nie „czy”. Zmienność na rynku ropy w wyniku takiego wydarzenia może być wysoka, ale prawdopodobnie krótkotrwała.
Komentarz walutowy - Dolar zyskuje na fali globalnej niepewności
Komentarz walutowy - Czy obniżka RPP się oddala?
Briefing Geopolityczny (13.02.2026)
Inflacja w Polsce spada! Obniżka w marcu wciąż pewna?
Ta publikacja handlowa jest informacyjna i edukacyjna. Nie jest rekomendacją inwestycyjną ani informacją rekomendującą lub sugerującą strategię inwestycyjną. W materiale nie sugerujemy żadnej strategii inwestycyjnej ani nie świadczymy usługi doradztwa inwestycyjnego. Materiał nie uwzględnia indywidualnej sytuacji finansowej, potrzeb i celów inwestycyjnych klienta. Nie jest też ofertą sprzedaży ani subskrypcji. Nie jest zaproszeniem do nabycia, reklamą ani promocją jakichkolwiek instrumentów finansowych. Publikację handlową przygotowaliśmy starannie i obiektywnie. Przedstawiamy stan faktyczny znany autorom w chwili tworzenia dokumentu. Nie umieszczamy w nim żadnych elementów oceniających. Informacje i badania oparte na historycznych danych lub wynikach oraz prognozy nie stanowią pewnego wskaźnika na przyszłość. Nie odpowiadamy za Twoje działania lub zaniechania, zwłaszcza za to, że zdecydujesz się nabyć lub zbyć instrumenty finansowe na podstawie informacji z tej publikacji handlowej. Nie odpowiadamy też za szkody, które mogą wynikać z bezpośredniego czy też pośredniego wykorzystania tych informacji. Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.