- Narasta konflikt interesów między kontraktorami w USA a amerykańskim rządem
- Amerykański przemysł wojskowy zostaje z tyłu za Europą, dlaczego?
- Czy na rynku zbrojeniowym możemy znaleźć jeszcze atrakcyjne spółki?
- Narasta konflikt interesów między kontraktorami w USA a amerykańskim rządem
- Amerykański przemysł wojskowy zostaje z tyłu za Europą, dlaczego?
- Czy na rynku zbrojeniowym możemy znaleźć jeszcze atrakcyjne spółki?
Trump bierze na cel produkcje broni, czy jest czego się bać?
W administracji prezydenta USA narasta niechęć do kolejnej branży, do tej pory zwyczajowo traktowaną priorytetowo lub nawet jako swego rodzaju “świętą krowę”. Konflikt dotyczy prezydenta Donalda Trumpa, szeregu wysoko postawionych wojskowych, w tym sekretarza marynarki wojennej USA. W Białym Domu i Pentagonie zwrócono uwagę na zjawisko odkupu akcji przez kontraktorów zbrojeniowych, zamiast decydowania się na inwestycje. Urzędnicy sugerują spółkom niewłaściwe zarządzanie kapitałem.
“Wielka trójka” amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, czyli: Rayton, Lockheed Martin oraz Northrop Grumman przeznaczyła wyjątkowo duże sumy na odkup akcji własnych. W latach 2022-2024 była to suma prawie 40 miliardów dolarów.
Jest to zazwyczaj preferowany sposób dystrybucji zysku przez spółki wśród akcjonariuszy, ze względu na korzyści podatkowe. Dywidenda jest opodatkowana natychmiast jako dochód, podczas gdy buyback odracza podatek do sprzedaży akcji, gdzie płaci się tylko od zysku kapitałowego. W tym momencie jednak pojawia się poważny konflikt interesów. Interes spółki i akcjonariuszy nie pokrywa się z interesem narodowym. Maksymalizacja produkcji nie oznacza maksymalizacji zysków, częściej niż nie oznacza coś przeciwnego. Gdy na rynku z wysokim progiem wejścia panuje niedobór, spółki mogą zarobić więcej, robiąc mniej niż mogą. Taki stan rzeczy nie jest jednak na rękę rządowi USA.
Mimo rekordowych zysków w latach 2022-2024, z uwagi wojny na Ukrainie, szeregu konfliktów na Bliskim Wschodzie oraz mniej lub bardziej udanym programom modernizacji czy rozbudowy sił zbrojnych USA, sektor ponosi nieustanne porażki, raportuje kolejne opóźnienia i notoryczne przekracza ogromne budżety.
Uśredniając liczby z ostatnich lat:
- Lockheed Martin wydawał aż 70% zysku netto na skup akcji własnych.
- RTX Corp. wydawał ok. 80% zysku netto
- Northrop Grumman wydawał ok. 45% swoich zysków netto na skup akcji
Liczby te nie uwzględniają dywidend, które stanowią duży, istotny i osobny sposób wynagradzania akcjonariuszy. Podzielając wątpliwości Pentagonu, omawiane sumy są ogromne a kierunki przepływów pieniężnych - zastanawiające.
Rząd USA że w obliczu rozczarowywującej produkcji i ciągłych opóźnień, pieniądze te powinny być przeznaczone na rozbudowę linii produkcyjnych, R&D oraz płace. O ile na pierwszy rzut oka, tak drastyczna zmiana polityki wynagradzania akcjonariuszy jest skrajnie sprzeczna z ich interesami, i mogą oni ukarać wyceny spółki, to w długim terminie spółki mogą na tym skorzystać. Wynika to z faktu, iż zaniedbania i stagnacja w największych spółkach doszły do poziomów, w których stanowią one znaczne zagrożenie dla funkcjonowania i wzrostu tych spółek.
Warto pamiętać, że nie jest to jednak polityka jednostronna. Kilka dni po ogłoszeniu swoich intencji odnośnie rewizji polityki dywidend i skupu akcji, Trump zapowiedział również radykalny wzrost wydatków na zbrojenie. Pozostaje uważnie obserwować czy taka strategia “kija i marchewki” okaże się skuteczna.
Kompleks militarno-przemysłowy USA: Ani kompleks, ani przemysłowy
Same wyceny spółek zbrojeniowych z USA odzwierciedlają strukturalne problemy zarówno branży, jak i samego USA. Wyceny nie nadążają za szerokim rynkiem i pozostają daleko w tyle za swoją konkurencją z Europy. Jaki jest tego powód oraz jak zmiana w polityce rządzących może wpłynąć na wyceny spółek?
Źródło: Bloomberg Intelligence
Spółki zbrojeniowe w USA oraz podmioty powiązane (jak np. Boeing, Texas Instruments czy General Dynamics) to podmioty, które na własne życzenie zatraciły swoje zaplecze przemysłowe i kadrowe, zanikła dyscyplina czy kultura zarządzania, która je zbudowała. Same spółki muszą również coraz częściej operować w środowisku zaniedbanej infrastruktury oraz niestabilnych łańcuchów dostaw. Problemy te są powodem, dla których coraz mniej przychylnie patrzą na nie zarówno inwestorzy, jak i rząd USA. Kontraktorzy zbrojeniowi, na których USA (i nie tylko) wydało setki miliardów dolarów tylko w ciągu ostatnich kilkunastu lat, nie potrafią zaspokoić nawet podstawowych potrzeb sił zbrojnych
W tym samym czasie europejscy odpowiednicy zwielokrotniają swoje moce produkcyjne i tworzą nowe konsorcja na rzecz rozwoju kolejnych systemów, mimo wysokich cen energii, kosztów pracy i braku dostępu do wielu surowców. Co sprawia, że USA mimo pozornie dogodnych warunków nie potrafi uzdrowić swojego przemysłu zbrojeniowego?
Pierwszym problemem, na który często w pierwszej kolejności narzekają przedstawiciele wspomnianych spółek, jest “brak siły roboczej”. Bez doświadczonych inżynierów i rzemieślników, ekspansja czy nawet utrzymanie produkcji - nie jest możliwe.
Sedno problemu leży jednak w fakcie, że spółkom brakuje inżynierów, mimo że na rynku pracy jest obecnie więcej bezrobotnych inżynierów (czy absolwentów jako takich) niż kiedykolwiek wcześniej w historii pomiarów. Władze spółki w tym samym czasie lobbują za reformą imigracyjną, by przyciągnąć domniemanych specjalistów z zagranicy.
Nie jest to jednak żadne rozwiązanie. Praca przy projektach wojskowych wymaga dostępu do materiałów o różnym stopniu tajności, a proces pozyskiwania poświadczeń bezpieczeństwa jest trudny i długotrwały - nawet dla rdzennych obywateli USA. Strategię tę do swojej logicznej konkluzji doprowadził Boeing, który mógł sobie na nią pozwolić z uwagi na duży udział awiacji cywilnej, gdzie takie poświadczenia nie są konieczne. Skutki tej polityki można obserwować nie tylko na wycenach spółki, ale również na liście katastrof lotniczych z ostatnich lat. Spółki mogłyby bez trudu pozyskać i przeszkolić inżynierów już dostępnych na rynku, nie robią tego w wyniku głęboko sięgających dysfunkcji oraz hermetycznej natury tych podmiotów, czym generują straty nie tylko dla budżetu USA, ale i akcjonariuszy.
Druga grupa problemów jest znacznie bardziej złożona i niemożliwa do zaadresowania zmianą polityki rekrutacji. USA w wyniku de-industrializacji, deregulacji, outsourcingu i prywatyzacji doprowadziły dużą część infrastruktury logistycznej i przemysłowej do ruiny, a wiele zdolności technicznych zostało częściowo lub całkowicie utraconych.
Bez lat konsekwentnych i przemyślanych inwestycji niemożliwe jest nadrobienie zaległości — a do nadrobienia USA ma coraz więcej. Obecnie można obserwować odwrócenie sytuacji z II wojny światowej na Pacyfiku. USA, pomimo swojej obecnej, oczywistej i przytłaczającej przewagi na morzu i w powietrzu, w perspektywie kilku lat musi się mierzyć z perspektywą wojny na wyczerpanie z przeciwnikiem, który kontroluje ponad 50% światowej produkcji statków (Chiny).
Dodatkowo, USA zmagać się będzie z kryzysem energetycznym na skalę zbliżoną lub nawet większą niż ten w Europie, jeśli plany rozbudowy centrów danych dojdą do skutku. Spółki zbrojeniowe oraz ich podwykonawcy będą musieli rywalizować o energię ze spółkami technologicznymi, co skończy się katastrofą dla wszystkich zainteresowanych.
Pora jednak spojrzeć na europejskich producentów. Czy tak wyraźna różnica w wycenach i wskaźnikach jest wypadkową tylko geograficznej bliskości rosyjskiego zagrożenia oraz kolejnych porażek, które amerykański przemysł ponosił na własne życzenie? Nie do końca.
Za sukcesem europejskiego przemysłu stoi coś, co jeszcze do niedawna było uznawane za jego największą wadę. Niemal każdy kraj w Europie potrzebował utrzymać, chociaż część zdolności do produkcji sprzętu wojskowego na potrzeby własne, nawet w okresie historycznie niskich nakładów na zbrojenia. Utworzyło to mozaikę niewielkich, lecz efektywnych i wyspecjalizowanych firm, które współdzieliły rynek z garstką konglomeratów przemysłowych z historią sięgającą XIX wieku.
W USA transformacja nastąpiła w drugą stronę - większość mniejszych kontraktorów zostało skonsolidowanych w niewielką grupę korporacji, które stały się “zbyt duże, by upaść”. Obecnie firmy europejskie współpracują ze sobą tam, gdzie muszą, i konkurują tam, gdzie mogą, co napędza nieustanny wzrost zdolności i produktywności. Wspólny rynek i rozbudowana infrastruktura pozwalają natomiast na szybkie skalowanie zdolności produkcyjnych i projektowych, mimo ciążących cen energii i kosztów pracy.
“Quo Vadis” czy “Para Bellum”?
Kto zatem skorzysta na obecnie widocznych trendach i czy jest możliwe, że okazje inwestycyjne kryją się po obu stronach Atlantyku? Inwestowanie w dostawców uzbrojenia jest trudne mimo fantastycznych stóp zwrotu i solidnych fundamentów. Jeszcze trudniejsze jest inwestowanie w producentów z Europy. Z jednej strony, większość liderów rynku w UE znajduje się już na bardzo wysokich poziomach i niejednokrotnie z 3-cyfrowymi wskaźnikami P/E. Z drugiej strony, spółki ponoszą regularne i całkowicie bezpodstawne przeceny na fali pozbawionych sensu “negocjacji pokojowych”, które niezależnie od swojego rezultatu w żaden sposób nie zmieniają fundamentów spółek. Wciąż jednak pozostają na europejskim rynku podmioty, obok których rynek przeszedł obojętnie - mimo że nie powinien.
Kongsberg
Norweski producent systemów obrony powietrznej został z tyłu, jeśli chodzi o wzrosty wycen, mimo ambitnych planów ekspansji oraz konsekwentnego wzrostu. Rola spółki jest kluczowa w systemie bezpieczeństwa UE, z uwagi na centralną rolę, jaką w prowadzeniu działań wojennych przez Rosję odgrywają bombardowania ludności cywilnej. Spółka notuje wzrosty przychodów rzędu 50% rok do roku, rosnący Book-to-Bill na poziomie ok. 1,4. Marża EBIT wynosi dziś ok. 12%, jednak z uwagi na zjawisko dźwigni operacyjnej i skokowego wzrostu, jaki planuje spółka, te liczby mogą bardzo szybko wzrosnąć. Spółka jest dziś jedną z najlepszych okazji w tym sektorze, wciąż znajduje się “pod radarem” większości rynku i jest obecnie wiele przesłanek za tym, że spółka największe wzrosty wciąż ma przed sobą.
KOG.NO (D1)
Spółka zaczyna coraz śmielej odrabiać straty po korekcie z 2-połowy 2025 roku. Źródło: xStation5
Saab Group
Saab jest kolejną spółką, również ze Skandynawii, która mimo bycia jednym z wielu beneficjentów ogólnoeuropejskich zbrojeń, również pozostała poza centrum uwagi inwestorów. Pozycja Saab jest wyjątkowa, był to przez dekady trzon względnie samowystarczalnego przemysłu zbrojeniowego Szwecji. Sprawia to, że Saab oferuje swoim klientom zdywersyfikowane oraz zintegrowane rozwiązania, które pokrywają większość potrzeb sił zbrojnych, które cenią sobie niezależność oraz stosunek jakości do ceny.
Szwedzki producent utrzymuje jedno z najszybszych w branży tempo wzrostów przychodów wynoszące ponad 20%, jednocześnie utrzymując marże kilka procent wyżej niż konkurencja. Spółka już była liderem w dostarczaniu sprzętu z najwyższej półki krajom spoza NATO. Wejście do sojuszu pozwala na zdobycie nowych rynków, a inwestycje na fali ogólnoeuropejskich inicjatyw pozwolą zwiększyć produkcję (oraz efekt skali), by poprawić swoją pozycję u swoich dotychczasowych klientów.
Mimo litanii problemów sytuacja amerykańskich spółek nie jest beznadziejna czy nawet zła. O ile główni wykonawcy mierzą się z problemami, które wyraźnie przerastają zdolności dyrektorów i prezesów tych podmiotów, w drugiej linii pozostaje szereg spółek zdolnych i gotowych czerpać pełnymi garściami z największego budżetu obronnego na świecie, a ich wyceny mają jeszcze sporo miejsca na ruch w górę.
SAABB.SE (D1)
Szwedzka spółka znajduje się w okresie bardzo silnej fali wzrostowej. Źródło: xStation5
L3Harris
L3Harris to producent systemów rakietowych. Jest to spółka mniej znana i medialna niż więksi gracze na rynku, jednak jest to podmiot nie tylko niezbywalny, co mogący się pochwalić jednymi z najlepszych perspektyw wzrostu w tym segmencie giełdy. L3Harris posiada praktyczny monopol na silniki rakietowe na paliwo stałe do pocisków taktycznych. Monopol ten wynika głównie z szalenie wymagającego procesu certyfikacji. Monopol ten jest pozytywnie odzwierciedlany we wskaźnikach finansowych firmy. Spółka może pochwalić się jednymi z największych w branży marży EBIT na poziomie ponad 15%. Spółka jest również liderem optymalizacji kosztów. Inicjatywa “LHX NeXT” pozwoliła zaoszczędzić 800 milionów $ w 2024, wobec planowanych 600 milionów $. Do końca roku ma być to aż 1,2 miliarda $. Jednocześnie spółka wciąż handluje z dyskontem forward P/E wobec reszty branży.
L3Harris nie polega jednak tylko na optymalizacji czy odcinaniu kuponów od już posiadanych kontraktów. Jednym ze sztandarowych projektów administracji Donalda Trumpa jest tzw. “Golden Dome”, czyli złożony i warstwowy system obrony rakietowej.
Niezależnie od sensu czy wykonalności tej inicjatywy, pieniądze na ten cel są rzeczywiste. Mowa tu o projekcie wartym potencjalnie ok. 140 mld dolarów, z czego istotna część przypaść może L3Harris z uwagi na jego niezbywalną rolę w tym segmencie. L3Harris symbolizuje wszystko, do czego spółki z tego segmentu powinny dążyć, a co udaje się nielicznym — a co najważniejsze, nie ma to jeszcze odzwierciedlenia w wycenach.
LHX.US (D1)
Spółka znajduje się w niemal nieprzerwanym trendzie wzrostowym od marca 2025. Warto zwrócić uwagę na przecięcie EMA100 oraz EMA200. Źródło: xStation5
Huntington Ingalls Industries (HII)
HII również jest spółką bez pokrycia medialnego czy analitycznego na poziomie liderów kapitalizacji, jednak jest równie niezbędny w łańcuchu zaopatrzenia, a biorąc pod uwagę obecne priorytety sił USA, ta rola będzie konsekwentnie rosła. Marynarka USA znajduje się obecnie w fazie coraz bardziej desperackich prób zwiększenia zdolności do ekspansji, utrzymania i modernizacji swojej floty. Wszystko wskazuje, że głównym beneficjentem, w ujęciu wycen giełdowych, będzie właśnie HII. Podobnie jak L3Harris, HII jest monopolistą. HII jest operatorem jedynego portu/stoczni w USA, która jest zdolna do konstrukcji i utrzymania tzw. “Superlotniskowców” - gigantycznych i ultrazaawansowanych okrętów stanowiących kręgosłup amerykańskiej siły militarnej. Dodatkowo spółka operuje jednym z dwóch portów zdolnych do budowy i serwisowania wielozadaniowych okrętów o napędzie atomowym. W przeciwieństwie jednak do np. Boeinga czy General Dynamics, dla HII te krytyczne zależności nie są podłogą, która nie pozwoli upaść im niżej, a stanowią katapultę do kolejnej fali wzrostów.
Wskaźniki finansowe spółki nie są tak imponujące jak te w przypadku L3Harris czy części europejskiej konkurencji, jednak spółka pozostaje ścisłym liderem wzrostu. Wzrost przychodów o 16% rok do roku, 85% wzrostu dochodów rok do roku, wzrost marży z 3,5% do 5,6%. Spółka wydaje się też nie narzekać na braki kadrowe, bo tylko w tym roku zatrudniła dodatkowe 4,5 tys. pracowników do realizacji rekordowego portfolio zamówień na poziomie 55 miliardów dolarów.
Plany modernizacyjne marynarki wojennej USA są gigantyczne. Mowa tu o docelowej budowie przynajmniej 2 kolejnych lotniskowców klasy Ford, kilku łodzi podwodnych klasy Virginia oraz kilkudziesięciu niszczycieli i okrętów wsparcia. Budżet na budowę okrętów został niemal podwojony od 2021 roku, a od 2015 co roku kongres przyznaje więcej funduszy na ten cel, niż wnioskuje prezydent. Tylko na podstawie analiz raportów kongresu z lat 2024-2025, potencjalnie mowa o setkach miliardów dolarów kontraktów w perspektywie ok. 10 lat.
HII.US (D1)
Sytuacja analogiczna do wykresu L3Harris, jednak trend wzrostowy jest o kilka miesięcy dłuższy. Źródło: xStation5
Konkluzja
Analizując obecne trendy na rynku spółek zbrojeniowych/obronnych, można wyraźnie zaobserwować, że:
- Amerykańska “zbrojeniówka”, pomimo jej percepcji przez rynek i komentatorów, pozostaje coraz bardziej w tyle za konkurencją z Europy.
- Nie dotyczy to jednak wszystkich spółek z USA. Nieco mniejsze i mniej medialne, lecz bardziej efektywne podmioty, będące w stanie wykorzystać swoją pozycję, utrzymują się w awangardzie wzrostów wycen.
- Przemysł zbrojeniowy w UE okazał się “śpiącym kolosem”, który przebudził się w obliczu rosnących zagrożeń i presji.
- Wyceny większości spółek w tej branży z Europy dogoniły swoimi wycenami fundamenty rynku lub nawet je wyprzedziły, lecz w cieniu wciąż pozostają okazje inwestycyjne.
Źródło: Bloomberg Intelligence
Kamil Szczepański
Młodszy Analityk Rynków Finansowych XTB
⏫Srebro rośnie niemal 7%
Komentarz walutowy - Departament Sprawiedliwości oskarża Powella i pogrąża dolara
US OPEN: Inwestorzy zachowują ostrożność w obliczu niepewności.
Komentarz giełdowy: Między rekordami i regulacjami
Ta publikacja handlowa jest informacyjna i edukacyjna. Nie jest rekomendacją inwestycyjną ani informacją rekomendującą lub sugerującą strategię inwestycyjną. W materiale nie sugerujemy żadnej strategii inwestycyjnej ani nie świadczymy usługi doradztwa inwestycyjnego. Materiał nie uwzględnia indywidualnej sytuacji finansowej, potrzeb i celów inwestycyjnych klienta. Nie jest też ofertą sprzedaży ani subskrypcji. Nie jest zaproszeniem do nabycia, reklamą ani promocją jakichkolwiek instrumentów finansowych. Publikację handlową przygotowaliśmy starannie i obiektywnie. Przedstawiamy stan faktyczny znany autorom w chwili tworzenia dokumentu. Nie umieszczamy w nim żadnych elementów oceniających. Informacje i badania oparte na historycznych danych lub wynikach oraz prognozy nie stanowią pewnego wskaźnika na przyszłość. Nie odpowiadamy za Twoje działania lub zaniechania, zwłaszcza za to, że zdecydujesz się nabyć lub zbyć instrumenty finansowe na podstawie informacji z tej publikacji handlowej. Nie odpowiadamy też za szkody, które mogą wynikać z bezpośredniego czy też pośredniego wykorzystania tych informacji. Inwestowanie jest ryzykowne. Inwestuj odpowiedzialnie.